Gdynia w filmie fabularnym
W II Rzeczpospolitej film był Gdynią zafascynowany. Świadczą o tym takie tytuły jak Zew morza, Pod banderą miłości, Wiatr od morza, Mały marynarz, Tajemnica panny Brinx, a zwłaszcza Rapsodia Bałtyku. Filmy te prezentowały Gdynię jako miasto młodych ludzi – najczęściej marynarzy – i nowoczesnych kobiet, wykwintnych lokali, ale też miejsca zagrożonego przestępczością (Szlakiem hańby, Kobiety nad przepaścią, Czarna perła). Po wojnie kino w odniesieniu do Gdyni było bardzie wstrzemięźliwe (także w porównaniu z Gdańskiem).
Przez 80 powojennych lat filmy o Gdyni wpisywały się w 4 główne narracje dotyczące miasta (i jedną skromniejszą). Pierwszą jest GDYNIA MORSKA, zarówno w wariancie wojennym (Wraki, Wolne Miasto, Orzeł, Czterej pancerni i pies, Nacht Fiel über Gotenhafen, Zatoka szpiegów), jak i cywilnym: tutaj liczna grupa filmów prezentująca różne funkcje portu: jako miejsca szkolenia marynarzy (Załoga, Marynarka to męska przygoda), pasażerskiego (Jadą goście, jadą..., Kochaj albo rzuć), rybackiego (Skarb kapitana Martensa, Kapitan z „Oriona”), wojennego (Ostatni po bogu), ratownictwa morskiego (W każdą pogodę); podsumowaniem, a jednocześnie hołdem dla Gdyni jest Miasto z morza.
Druga narracja to GDYNIA KRYMINALNA, jako miasta portowego narażonego na rozkwit różnego rodzaju przestępczości. Kilka filmów i odcinków seriali powstało w PRL i na progu III RP (Kariera, Ostatni kurs, Skazany, 07 zgłoś się, Mewy (fragmenty życiorysu), Trójkąt bermudzki, Trzy bez wyroku), a po 1989 r. Gdynia kryminalna trafiała na ekran najczęściej – jako miasto mafijne, miasto zorganizowanej przestępczości (Czwarta władza, Krew z krwi; Zbrodnia i Zbrodnia. Sezon drugi, Solid Gold, Furioza, Druga Furioza, Kolory zła. Czerwony i in.).
Znalazła swoje miejsce na ekranach także GDYNIA NIEPOKORNA – to tylko dwa filmy, ale bardzo ważne dla świadomości gdynian (Człowiek z żelaza, Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł).
Skromniej – nie tyle ilościowo, co jakościowo – prezentowała się GDYNIA OBYCZAJOWA, miasto zwykłego, codziennego życia jej mieszkańców (0_1_0, Linia życia, Aż po sufit i in.).
Jest też jedna wyraźna ikona miasta, najczęściej prezentowany – bo w kilkudziesięciu obrazach – plener: Klif Orłowski. Inny obiekt – SeaTowers – do ekranowej ikony aspiruje. Nie ma natomiast gdyńskiego arcydzieła.
-
Kadr z filmu Zew morza – widok Gdyni z pokładu wodnosamolotu.
-
Reklama filmu Wiatr od morza.
-
Kadr z filmu Rapsodia Bałtyku.
-
Kadr z filmu Rapsodia Bałtyku
-
Kadr z filmu Tajemnica panny Brinx – scena w porcie gdyńskim.
-
Kadr z filmu Dziewczyna szuka miłości.
1. Gdynia w kinie przedwojennym. Supergwiazda
„Gdynia kocha film, film kocha Gdynię” - głosi znany slogan. W okresie II Rzeczpospolitej było to prawdziwe zakochanie, w PRL-u – bardziej małżeństwo z rozsądku. Dziś gwiazdorski status Gdyni wynika bardziej z bogatej kultury filmowej tego miejsca (festiwale, Gdyńskie Centrum Filmowe i Gdyńska Szkoła Filmowa), niż z filmów. Ale sytuacja się zmienia.
Przed II wojną światową film fascynował się Gdynią. Podobnie, jak ówczesna Rzeczpospolita, której obywatele z dumą patrzyli na powstające „miasto z morza”. O przedwojennej Gdyni można powiedzieć że była supergwiazdą, chociaż topografia przedwojennego kina była wybitnie „Warszawo-centryczna”. W przytłaczającej większości przypadków filmy kręcone były właśnie w stolicy. Pozostałe miasta pojawiały się rzadko, musiały mieć w sobie jakiś kulturowy potencjał, aby przyciągać producentów ze stolicy.
Miasta rzadko są równorzędnym bohaterem filmu. Tymczasem genius loci Gdyni związany z jej historią stanowi kluczowy komponent kilku filmów.
Już rok po uzyskaniu przez Gdynię praw miejskich powstał film Zew morza (1927 r.) w reżyserii Henryka Szaro. Film ten był – nienachalną na szczęście – propagandą nowego miasta. Gdy agenci niezidentyfikowanej siatki szpiegowskiej (choć można przypuszczać, że niemieckiej) porywają głównego bohatera Stacha i kradną plany ważnego wynalazku, w pogoń za ich jachtem ruszają wszystkie siły stacjonujące w Gdyni (widzimy jak ukochana Stacha dociera do dowództwa Marynarki Wojennej na Oksywiu): torpedowiec Kujawiak oraz wodnosamoloty z powołanego w 1920 r. Morskiego Dywizjonu Lotniczego z Pucka. Właśnie z tego samolotu możemy oglądać panoramę Gdyni – a właściwie puste obszary wokół nabrzeża, które dopiero zabudowywano. Mamy więc w filmie wyraz marzenia o nowoczesnej, silnej i skutecznej polskiej marynarce wojennej nierozerwalnie związanej z Gdynią.
W nie zachowanym filmie Pod banderą miłości (1929 r., reż. Michał Waszyński) – opowieści w której akcja działa się Gdyni, a wątek romantyczny przeplatał się ze szpiegowskim – „grały” znane w ówczesnej Gdyni obiekty i lokale: nieistniejąca już restauracja Casino i Skwer Kościuszki.
Z kolei filmowa adaptacja powieści Stefana Żeromskiego Wiatr od morza (1930 r., reż. Kazimierz Czyński) kończyła się obrazem powstającego właśnie portu w Gdyni, materializując marzenia pisarza.
W sposób oczywisty to, co gdyńskie kojarzyć się będzie z tematyką morską i marynarzami. Najważniejszym przedwojennym filmem odwołującym się do mitu Gdyni i jednocześnie go współtworzącym, była Rapsodia Bałtyku – melodramat Leonarda Buczkowskiego z 1935 r. Bohaterami są marynarze służący w eskadrze wodnopłatowców Morskiego Dywizjonu Lotniczego (który wtedy stacjonował w Pucku). To oni - stając na pokładzie niszczyciela ORP Wicher”- wypowiadają słowa:
- Spójrz, jaka z tej Gdyni bije potęga
- A pamiętasz, jak to wyglądało 15 lat temu?
- A teraz?
- Szalony wysiłek narodu sprawił ten cud. Wiesz, czuję się dziwnie wzruszony, kiedy patrzę na tę jedyną bramę na świat. I myślę że to samo musi dziać się w sercu każdego Polaka.
Gdynia zaprezentowana została w tym obrazie jako port wojenny, ale i pasażerski; są w filmie słoneczne plaże i żeglarskie zawody, jest też dokumentalny zapis defilady z okazji Dni Morza. I jest płeć piękna. Ale kobiety w tym filmie to damy nietuzinkowe, wyzwolone. Pewne siebie, znające wartość swej urody, śmiało wkraczające w sfery zarezerwowane dotychczas dla mężczyzn – takie choćby, jak prowadzenie auta.
Ten obyczajowy rys Gdyni – miasta nowoczesnego także w sferze obyczajowej – charakteryzował będzie zachowania bohaterów w innych, zrealizowanych w tym mieście filmach, których kilka pojawiło się w drugiej połowie lat 30. XX w. Tak jest w Małym marynarzu (1936 r.) w reżyserii Konrada Toma, w którym bohaterka jest komendantką policji w Warszawie, a jej ojciec – kapitanem w porcie gdyńskim. Na tę okoliczność sfotografowano – poza ulicami Gdyni – także bazę Marynarki Wojennej na Oksywiu, a zdjęcia morskie kręcono na niemieckim okręcie Holstein.
Z kolei w sensacyjnym obrazie Tajemnicy panny Brinx (1936 r., reż. Bazyli Sikiewicz) detektywi poszukujący tytułowej kobiety krążą pomiędzy Gdynią a Zakopanem, przy czym „miasto z morza”, obok funkcji pasażerskiego portu, pokazane jest jako miasto licznych wykwintnych hoteli i nocnych lokali.
W ówczesnych filmach Gdynia pełni także funkcję „okna na świat”. W zrealizowanym w Polsce w 1936 r. obrazie Judeł gra na skrzypcach (reż. Joseph Green, Jan Nowina-Przybylski) – jednym z najsłynniejszych filmów jidisz w historii, z amerykańską gwiazdą Molly Picon specjalnie wynajętą przez polskiego producenta za wielką, jak na polskie warunki, sumę – amerykański schemat od „zera do milionera” staje się udziałem prostej dziewczyny, podwórkowej śpiewaczki. Odnosząc sukces w Polsce eksportuje go do Stanów Zjednoczonych – oczywiście bramą do świata jest tutaj Gdynia, pierwszy „przyczółek Ameryki”.
Funkcja okna na świat miała także swoją ciemna stronę. To tędy właśnie – jak w filmie Szlakiem hańby (1929 r., reż. Mieczysław Krawicz, Alfred Niemirski) i późniejszym remake'u Kobiety nad przepaścią (1938 r., reż. M. Waszyński, Emil Chaberski) – płynęły za ocean młode dziewczyny, ofiary handlarzy żywym towarem, niedoszłe artystki, a faktycznie – prostytutki w spelunach Ameryki Południowej.
W Gdyni dzieje się częściowo akcja filmu Czarna perła (1934 r., reż. M. Waszyński) – o egzotycznej Tahitance, która zakochuje się w Polaku i razem z nim przybywa do Gdyni, w której jej kochany prowadzi interesy, coraz bardziej szemrane. Skończy się to ostatecznie śmiercią zakochanej w Polaku kobiety. Gdynia w tym filmie jest jedynie nominalnie, bo jej obrazów jest jak na lekarstwo (właściwie tylko statek stojący na redzie). Ale warto przypomnieć, że grająca Tahitankę Anna Chevalier (Reri), była – jak na polskie realia – międzynarodową gwiazdą, zagrała m.in. w filmie wybitnego reżysera Friedricha Wilhelma Murnaua Tabu, potem jeszcze w Huraganie Johna Forda (w filmie Czarna perła Reri nosi imię Moana, co z kolei nawiązywało do znanego filmu dokumentalnego Johna Griersona pod tym samym tytułem). Głośno było o planowanym ślubie Reri z Eugeniuszem Bodo (jej ukochanym z filmu M. Waszyńskiego), ale ostatecznie do niczego nie doszło.
Działania filmowców wspierały topograficzny mit – na zbiorowej mapie mentalnej Polaków Gdynia miała status szczególny, „miasta obiecanego”. Nie powinno więc dziwić, że w niektórych odsłonach rzeczywiście ocierała się o sferę sacrum. Tak było w przypadku filmu Sygnały (1938 r., reż. Józef Lejtes). Oto u polskich wybrzeży tonie statek pasażerski – nomen omen – Fortuna. Port w Gdyni wysyła sygnał nadziei do zatapianego przez bałtycką kipiel statku. Tuż przed jego zatonięciem młoda kobieta – złodziejka wykorzystywana przez swego podstarzałego kochanka – błaga Boga słowami: „Wskaż mi drogę, chcę odkupić grzechy moje” – i droga do odkupienia wieść będzie m. in. przez Gdynię. Nawet taki drobiazg, jak nalepka z portu w Gdyni na walizce jednej z bohaterek świadczyła o statusie miasta – okna na świat (Dziewczyna szuka miłości, 1938 r., reż. Romuald Gantkowski).
Dodajmy na zakończenie tej partii rozważań, że po zdobyciu Gdyni przez wojska hitlerowskie (co pokazała niemiecka kronika filmowa) i zamianie nazwy na Gotenhafen, w 1943 r. na redzie gdyńskiej kręcono głośny film nazistowski Titanic (reż. Herbert Selpin, Werner Klingler).
2. Gdynia powojenna
Na temat Gdyni w kinie po II wojnie światowej powstało zdecydowanie mniej filmów niż tych, dotyczących Gdańska. Przyczyn wstrzemięźliwości kina polskiego wobec Gdyni można szukać w sferze ideologii. Gdynia była sukcesem II Rzeczpospolitej, tymczasem PRL miał swoje własne „gwiazdy” (np. Nowa Huta, Port Północny itp.)
-
Kadr z filmu Jadą goście, jadą – Dworzec Morski w Gdyni.
-
Kadr z filmu Kapitan z „Oriona” (nabrzeże Dalmoru).
-
Kadr z filmu Kochaj albo rzuć.
-
Kadr z filmu Kochaj albo rzuć.
-
Kadr z filmu Miasto z morza.
-
Kadr z filmu Podatek od miłości.
-
Kadr z filmu Prawo Archimedesa (Bulwar Nadmorski).
-
Kadr z filmu Seksolatki.
-
Kadr z filmu Wolne Miasto.
-
Kadr z serialu Zatoka szpiegów (sezon 1).
2.1. Gdynia morska
Nie będzie zaskoczeniem, że większość filmów z Gdynią w fabule dotyczyła relacji miasta z morzem. „Gdynia morska” to najważniejsza narracja, jaka wyłania się z filmów głównie w okresie PRL. Często z pojedynczych scen czy sekwencji, czasem z kontekstu, rzadziej z filmów fabularnych, które z czystym sercem można nazwać gdyńskimi; czyli takich, których akcji nie da się oderwać od miasta.
Morska Gdynia to port handlowy, pasażerski, rybacki i wojenny, ratownictwa morskiego, to stocznia, ale też szkoły morskie, miejsce zamieszkania marynarzy i ich rodzin, w końcu też plaża. To także Gdynia morska w wariancie wojennym. Szczęśliwie każdy z tych aspektów znalazł drogę na ekrany.
3 polskie filmy z okresu rozliczeń wojennych lat 50. XX w. – Wraki, Wolne Miasto i Orzeł – odnosiły się do Gdyni. We Wrakach (1957 r., reż. Ewa i Czesław Petelscy) akcja dzieje się w dwóch planach czasowych: w ostatnich dniach wojny, gdy polski ruch oporu wysadza wypływający z portu gdyńskiego statek (pod fikcyjną nazwą Alderhorst), a następnie w połowie lat 50., gdy główny bohater filmu – to on wysadził przed laty Alderhorsta – wychodzi z więzienia (siedział za oszustwa gospodarcze) i zatrudnia się na statku szukającym i wydobywającym wraki. Jest to jednak głównie opowieść o miłosnym trójkącie – kobieta musi wybrać, czy żyć z dawnych ukochanym, który wyszedł z więzienia, czy z młodym nurkiem, z którym była przez ten czas. Fabularnie film jest słaby, stereotypowy, ale uwagę zwracają dobre sceny portowe przygotowań do wybuchu (kręcone przy Dworcu Morskim) oraz trickowe zdjęcia podwodne. A wszystko w kolorze, by zwiększyć widowiskowość obrazu.
W czarno-białym z kolei Wolnym Mieście (1958 r., reż. Stanisław Różewicz), którego akcja dzieje się latem 1939 roku, jeden z bohaterów, mieszkający w Gdyni młody marynarz, spotyka się na ze swoją narzeczoną na plaży miejskiej (w tle budynek Akwarium Morskiego) – ona jest telefonistką na Poczcie Polskiej w Gdańsku. Letni, słoneczny dzień spędzany przez parę w Gdyni jest dla nich ukojeniem, w przeciwieństwie do nieżyczliwego miasta nad Motławą.
Z kolei w Orle (1958 r., reż. Leonard Buczkowski) marynarze obserwują Gdynię przez lornety w chwili, gdy rozsnuwają się nad nią dymy, efekt niemieckiego bombardowania. Jeden z marynarzy przeżywa niepewność, czy jego dom nie został zburzony.
Pozostając w tematyce wojennej trzeba przypomnieć jeszcze słynną finałową sekwencję z pierwszej serii serialu Czterej pancerni i pies (odc. 8: Brzeg morza). Kręcona ona był na plaży w Babich Dołach. Znaczenie tej sceny podbija fakt, że miał to być ostatni odcinek serialu (jego popularność sprawiła, że nakręcono drugą serię). Tu właśnie Janek Kos odnajdywał swojego ojca, dawnego obrońcę Westerplatte (sam będąc dowódcą czołgu Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte).
Warto też odnotować, że w 1960 r. powstał film zrealizowany przez kinematografię zachodnioniemiecką pt. Nacht Fiel über Gotenhafen (Noc zapadła nad Gotenhafen, 1960 r., reż. Frank Wisbar), opowiadający o katastrofie statku MV Wilhelm Gustloff. Niemieccy uciekinierzy z Prus Wschodnich trafiają do Gdyni (wtedy Gotenhafen) i wsiadają na statek. Niedługo potem, na wysokości Ustki statek zostaje storpedowany przez radziecki okręt podwodny. Ginie ponad 9 tys. ludzi. Portowe nabrzeża Gdyni gra tutaj inne miasto.
Gdynia tuż przedwojenna (Polski czekającej na wojnę) pojawia się po latach w serialu Na kłopoty… Bednarski (1986 r.) Pawła Pitery (Dworzec Morski); oraz w serialu Pogranicze w ogniu (odc. 15, 1991 r.), w którym niemiecki wywiad zdobywa (w 1932 roku) informatora w bazie Marynarki Wojennej na Oksywiu (tam też sfilmowana została część scen).
O współczesnej z klei – w momencie realizacji filmów – Gdyni i ludziach morza opowiada pokaźna ilość filmów fabularnych i dokumentalnych. Ekranowa przygoda zaczyna się w 1951 r. od szkolenia adeptów morskich zawodów. Film Załoga opowiada o studentach szkoły morskiej – gra ją budynek Morskiego Instytutu Rybackiego przy Molo Południowym. Intryga, zgodnie z duchem czasu, jest socrealistyczna – to konflikt między adeptami z klas ludowych, a reakcyjnym wychowawcą morskiej młodzieży, który przymyka oko na lenistwo i braki jednego ze studentów z tzw. dobrej, przedwojennej rodziny. Odbywa się to kosztem słuchaczy z rodzin robotniczych i chłopskich i niemal skutkuje katastrofą, gdy ów obibok nawiguje Darem Pomorza, na którym odbywają się ćwiczenia. W jakim duchu wychowywani są przyszli marynarze pokazuje finałowa sekwencja. Oto płynący Darem Pomorza adepci sztuki marynarskiej postanawiają przywitać na morzu Batorego, który z powodów politycznych nie został wpuszczony do Nowego Jorku. Oburzeni młodzi marynarze postanawiają na znak solidarności popłynąć na spotkanie z transatlantykiem, a w przygotowanej ściennej gazetce piszą:
„Amerykańscy podżegacze wojenni nikogo nie oszukają. To oni odmówili Batoremu prawa do wpłynięcia do Nowego Jorku. Jest to pogwałcenie zasady wolności żeglugi. Wszyscy faszyści rozpoczynają swoja karierę wojenną od przekreślania umów międzynarodowych, a kończą ją w Norymberdze. Ostatnia wojna mało widocznie nauczyła nowojorskich giełdziarzy, zapomnieli lekcji Berlina”.
Przekaz w Polskę szedł jasny - Gdynia będzie teraz komunistyczna. Ewidentną wartością tego filmu są pełne słońca zdjęcia budynku MIR i Daru Pomorza.
Po Październiku 1956 r. kino mocniej otworzyło się na rozrywkę i widowiskowość. Pod tymi auspicjami powstał debiut długometrażowy Jerzego Passendorfera pt. Skarb kapitana Martensa (1957 r.), którego tytuł sugeruje jakąś egzotyczną, kto wie czy nie piracką przygodę – mylnie, jeśli widzowie wzięli to na serio. W rzeczywistości chodzi o zeszyt zmarłego kapitana, teraz w posiadaniu młodego następcy, w którym miały być zapisane informacje nie tylko na temat najlepszych łowisk – bo statek to kuter rybacki – ale także rzekomo ukrytego skarbu. Sensacyjna intryga, choć wątła i schematyczna, jest okazją do środowiskowej zawiści i bójek. Uzupełniona jest o wątek miłosny – równie schematyczny. Ów sensacyjny i romantyczny charakter intrygi odbija się też na wizerunku Gdyni. Są statki, cumujące w gdyńskim porcie i socjalistyczne portowe knajpy, wystylizowane na dekadenckie tawerny, gdzie leje się morze alkoholu i dochodzi do bójek, a z gramofonu sączy się jazzowa muzyka. Wieczorami port i jego okolice zamienia się w miasto, jak z klasycznych filmów noir, pełne zakamarków i tajemnych przejść, niebezpieczne dla tych, którzy go dobrze nie znają. Natomiast romans Pawła i Baśki toczy się z kolei głównie w dzień, na plaży przy Klifie Orłowskim, pośród romantycznie porozwieszanych sieci, które fizycznie dzielą, ale metaforycznie łączą zakochanych, gdyż podkreślają, że oboje należą do wielkiej rybackiej rodziny.
Tak jak w filmie J. Passendorfera, a wcześniej we Wrakach, temat pracy ludzi morza w filmach fabularnych będzie najczęściej dramatyzowany, usensacyjniany – jakby wbrew powszechnemu wizerunkowi tego zawodu, w którym na co dzień dominują żmudne i mało efektowne czynności. Ale takie są oczywiście prawa kina, wzmocnione atrakcyjnością morza jako żywiołu.
Ostatni po Bogu (1968 r., reż. Paweł Komorowski) opowiada historię awarii na okręcie podwodnym – to na nim głównie rozgrywa się sensacyjna akcja, z dodanym konfliktem ambicjonalnym między kapitanem i jego zastępcą oraz kilkoma dylematami moralnym, w tym dwoma najważniejszymi: po pierwsze kapitana (ratować część załogi ryzykując życie pozostałych i utratę okrętu), po drugie jego przyjaciela-lekarza (ukryć słaby stan zdrowia kapitana uszkodzonego okrętu czy powiadomić dowództwo). A cała intryga dzieje w okolicach Sylwestra i żona kapitana – jak w znanej piosence – „wiernie czeka...”. Potem, po udanym wynurzeniu, fabuła pokazuje morskie śledztwo. Gdynia jest w tym filmie zaledwie tłem, to po prostu modelowe miasto portowe, „zszyte” zresztą z migawek zarówno gdyńskich (ujęcie na schody stacji Gdyni Stocznia, zdjęcia z SKM-ki m.in. na ul. 10 Lutego), jak i gdańskich; te drugie zresztą są bardziej ewidentne, bowiem operator chętnie ogrywa budowany w tamtym czasie słynny gdański Zieleniak, czyli budynek Centrum Techniki Okrętowej. Nawet finalne ujęcie pokazuje gdański tramwaj. Gdyńskość tego filmu można odczytać z kontekstu – Dowództwo Marynarki wojennej oraz baza okrętów podwodnych znajdowała się w Gdyni Oksywiu (do zdjęć wykorzystano ORP Sęp, Bielik i Kondor; w filmie to fikcyjny ORP Jastrząb), znaczna część widzów pewnie o tym wiedziała, choć pewności nie ma.
Konflikt personalny – podobnie jak we Wrakach czy Ostatnim po bogu – ożywia także długometrażowy film telewizyjny pt. Kapitan z „Oriona” (1978 r.) zrealizowany przez zasłużonego dla tematyki marynistycznej, mieszkającego na Wybrzeżu Zbigniewa Kuźmińskiego. Tyle tylko, że tym razem chodzi o trawler. Na ekranie oglądamy fikcyjną historię najmłodszego kapitana floty rybackiej – tymczasem nie na żółtodzioba czekała załoga statku, zwłaszcza doświadczony pierwszy oficer, który liczył, że to on będzie teraz kapitanem. Źle to wróży połowom – i rzeczywiście pod nową komendą załoga ma pecha, nie znajduje ryb. Finalnie okazuje się, że winnym nie był brak doświadczenia młodego dowódcy, ale awaria. Film zaczyna się rozmową z – fikcyjnym – dyrektorem Dalmoru, w pomieszczeniach, w których rzeczywiście mieściła się siedziba tego przedsiębiorstwa. W dali widzimy Nabrzeże Prezydenta, w tle Akwarium Morskie. Tuż przed wypłynięciem w rejs młody kapitan spaceruje ulicami Gdyni w poszukiwaniu krawca, który uszyje mu galowy mundur. Potem już akcja przenosi się w całości na tytułowego Oriona (a w rzeczywistości na statek S/T Tyśmienica).
O żonach marynarzy opowiada film Penelopy (1988 r., reż. Bohdan Poręba). 3 bohaterki jadą tuż przed Sylwestrem do Gdyni do swoich mężów, którzy wracają po półrocznej rozłące. Nocując w sopockim Grand Hotelu (jako żony marynarzy nie narzekają na pieniądze, noszone przez nie futra także określają ich wysoki status materialny) czekają na statek, który opóźnia wejście do portu. Ostatecznie spędzą Sylwestra w samotności. Dla 3 bohaterek będzie to okazja do przemyślenia małżeńskiego związku.
Jednak filmem z najbardziej chyba emocjonującą akcją opowiadającym o pracy ludzi morza jest telewizyjny obraz W każdą pogodę (1969 r., reż. Andrzej Zakrzewski). To opowieść o jednostce ratownictwa okrętowego. Bohater filmu kończy właśnie studia w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej („MarWoju”, jak pada w dialogach). Ale chciałby poznać świat i pływać dla Polskich Linii Oceanicznych. Nie chce tego jego dziewczyna, mężczyzna decyduje się więc – wbrew sobie - na pracę na statku ratowniczym. I tutaj od początku spotykają bohatera emocjonujące przygody, których ilość w godzinnej fabule przyprawia o ból głowy – także widza. Bez właściwie wprowadzenia w arkana sztuki ratowniczej młody bohater od razu uczestniczy w bardzo niebezpiecznych akcjach: w pierwszym rejsie brawurowo wskakuje na kuter rybacki, który tonie (pomaga wybierać wodę); następnie omal nie wypada za burtę podczas sztormu; potem uczestniczy w gaszeniu pożaru na statku (z dramatyczną sceną ratowania starszego kolegi), w końcu jest członkiem niebezpiecznej akcji holowania duńskiego kutra, w której nie chce uczestniczyć nawet duński statek ratunkowy. Ale, tak jak w Ostatnim po bogu, nie mogło zabraknąć lekcji moralnej: bohater wciąż chce pływać w rejsach dalekomorskich, musi więc wybrać: własny dobrostan czy społeczna powinność. Jak przystało na film z głębokiego PRL, ostatecznie wybiera to drugie. Gdynia w tym filmie to dziedziniec Akademii Marynarki Wojennej i port na Oksywiu, jedno z nabrzeży w porcie gdyńskim, restauracja na Batorym i budynek z anglojęzyczną reklamą przedsiębiorstwa Polskie Linie Oceaniczne na fasadzie (dziś ul. 3 Maja 28).
W PRL nie zabrakło także filmów, które prezentowały Gdynię jako międzynarodowy port pasażerski. Wizualnym symbolem Gdyni był zarówno Dworzec Morski i Nabrzeże Francuskie, jak i dwa ruchome „obiekty”: M/s Batory i jego następca TSS Stefan Batory. Wielokrotnie wykorzystywane jako miejsce lokalizacji zdjęć, często zaś także – jako rozpoznawalne miejsce akcji. Prezentacji transatlantyków towarzyszyła duma z ich posiadania. Stąd w kilku filmach dokładnie odtwarzano scenariusz uroczystości jego wpłynięcia bądź wypłynięcia. Przy Dworcu Morskim były orkiestra, tłumy pasażerów oparte o relingi i tłoczące się na nabrzeżu, kwiaty i łzy. W dwóch filmach – Jadą goście, jadą... oraz Kochaj albo rzuć sekwencje przypłynięcia/odpłynięcia inscenizowano zrozumiałą metodą wpisywania fikcyjnej opowieści w prawdziwą uroczystość. Na pewno było taniej i bardziej imponująco. Choć jednocześnie widać różnicę pomiędzy tym, co inscenizowane, a tym co prawdziwe.
Obecność (Stefana) Batorego w polskiej sztuce filmowej została wpisana w szerszy ideowy plan związany ze stosunkiem władz do problemów emigracji, imigracji i zachodnich podróży Polaków. Batory miał w kinie symbolizować łatwość i luksus wyjazdów zagranicznych, a jednocześnie wpisywany był w takie fabularne konteksty, aby ważniejsza była podróż nie „z”, ale „do” Polski.
W ramie nowelowego filmu Jadą goście jadą... (1962 r., reż. Gerard Zalewski, Jan Rutkiewicz, Romuald Drobaczyński) Batory przywozi obcokrajowców polskiego pochodzenia, witanych z przysłowiową polską gościnnością (orkiestry dęte i ludowe, transparenty, nastrój wielkiej radości). Każdy z podróżnych przyjeżdża z jakimś interesem. Jeden z bohaterów chce zarobić na sprzedaży ziemi z pól wielkich polskich bitew. Ostatecznie – razem z ziemią spod Grunwaldu czy Legnicy – wywiezie na Zachód małą urnę, którą otrzyma od dzieci i skromnego nauczyciela historii z pola zapomnianej bitwy II wojny światowej. Ta ziemia będzie mu – duchowo – najdroższa. Batory przywiózł więc interesanta, a odwozi patriotę i ambasadora polskiej sprawy w świecie. W innej scenie, gdy urzędnik celny pyta jedną z bohaterek: „Paszport amerykański czy kanadyjski?”, ta z dumą odpowiada „Polski, proszę pana”.
W finale Żony dla Australijczyka (kręconego już na morzu, bez widoków Gdyni) tytułowy Polonus z antypodów stojąc ze swoją wybranką na górnym pokładzie Batorego ulegnie perswazji narzeczonej – po tournée Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze (którego członków wiezie transatlantyk) oboje zamieszkają w Polsce.
Zdjęcia M/S Batorego i Nabrzeża Francuskiego pojawiają się także w finalnych partiach filmu Pasażerka (1963 r., reż. Andrzej Munk), tyle że są to zdjęcia nieruchome – ostatni film Munka, dokończony już po jego śmierci opowiada historię dawnej strażniczki obozu koncentracyjnego w Auschwitz, której wydaje się, że na Batorym spotyka dawną ofiarę (ta ostatnia nie powinna już żyć). Współczesna część filmu – w tym z wpłynięciem statku do Gdyni - to statyczne fotogramy, jedynie sugerujące przebieg filmu; tych scen A. Munk nie zdążył już dokończyć.
Także zakochani nastolatkowie, bohaterowie filmu Seksolatki (1971 r.) Zygmunta Hübnera, stojąc na gdyńskim nabrzeżu dostrzegą wpływającego Stefana Batorego, komentując to dialogiem: „Aniu, czy chciałabyś pływać na Batorym?” - „Kto by nie chciał” – odpowiada dziewczyna. „Ja nie – ripostuje chłopak - nudno. Stale te same porty”. Taki dystans filmowego bohatera do podróży Batorym można by uznać za intrygujący wyjątek, ale wstrzemięźliwość młodzieńca ma uzasadnienie: pobiera nauki w szkole morskiej, dla niego rejsy to już nie pierwszyzna.
Interesujący, delikatnie perswazyjny przekaz niosła ostatnia część trylogii z Pawlakiem i Kargulem Kochaj albo rzuć Sylwestra Chęcińskiego zrealizowana w 1977 r. Bohaterowie, uroczyście żegnani na nabrzeżu, wypływają do Stanów Zjednoczonych. Pełne zaplecze socjalne, jakie zapewniał pasażerom Stefan Batory i wielość narodowości na pokładzie stanowiły widomy znak gierkowskiego otwarcia na Zachód, „drugiej Japonii”. Ale sympatia widza jest po stronie Pawlaka, który, zagubiony w tej morskiej wieży Babel marzy o domu, swojej wsi, a nawet Krużewnikach. A widzowie razem z nim przedkładają smalec ze skwarkami nad owoce morza. Bowiem blichtr i bogactwo w polskim kinie nigdy nie było akceptowalne, a nadmierne zainteresowanie pieniędzmi i ponadprzeciętny stan posiadania stygmatyzowało moralnie bohaterów.
W specyficzny sposób potraktowano związki Gdyni z morzem w średniometrażowym filmie telewizyjnym Prawo Archimedesa (1979 r., reż. Mariusz Walter). 40-kilkuletni instruktor pływania postanawia wziąć udział w maratonie pływackim Hel-Gdynia (którego dwukrotnie już nie ukończył). Nabrzeże Gdyni jest więc „plażą obiecaną”, do której chce dopłynąć. W końcu, po strasznej katordze, udaje mu się do niej dotrzeć - ale już wieczorem, wiele godzin po zakończeniu imprezy, gdy nie ma już sędziów i kibiców. To opowieść o walce z samym sobą, teoretycznie przegraną, ale przecież zwycięską.
Zaskakującym z wielu powodów filmem jest średniometrażowy obraz Marynarka to męska przygoda (1966 r., reż. Zofia Dybowska-Aleksandrowicz, Zbigniew Raplewski). Po pierwsze dlatego, że jest to rzadki przykład filmu muzyczno-tanecznego, zbliżonego do musicalu (tańce w zsynchronizowany układach choreograficznych, ale też piosenki wykonywane przez znanych piosenkarzy – Annę German, Piotra Szczepanika i zespół Filipinki). Po drugie ze względu na treść – to opowieść o malarzu, który wybrał się na rejs statkiem Marynarki Wojennej. Większą część przesypia w hamaku i wtedy śnią mu się atrakcyjne panie w mundurach marynarskich; gdy się budzi, jest zawiedziony – towarzystwo na okręcie jest męskie. Po trzecie – właśnie z powodu tej fabuły, która z jednej strony ogrywa kobiecą cielesność, by przykuć do ekranu męskich widzów, z drugiej jednak – kończy się „po bożemu”, czyli patriarchalnie. Bo jak śpiewa w finale chór marynarzy:
„Pożegnałeś, hej Gdynię, powitałeś morską dal / i północnym kursem płyniesz w pełnej gali jak na bal / Tylko mundur nie balowy, Tylko dziewcząt tutaj brak / Przy wyrzutniach torpedowych, maszynowi i wśród dział / Marynarka to męska przygoda, wielka woda, swoboda i wiatr / Sprawna broń, celne oko i daleki widnokrąg / niezmierzony morski szlak”.
Po czwarte – producentem była Wytwórnia Filmowa Czołówka, a więc ta, która realizowała film o wojsku i dla wojska. Można więc ten obraz uznać za wyrafinowany film promocyjno-propagandowy: przez swą „kobiecą” zawartość miał przykuć uwagę potencjalnych adeptów Marynarki Wojennej i romantyzować służbę („męska przygoda, wielka woda, swoboda i wiatr”). Albo przynajmniej osładzać gorycz tych poborowych, którzy trafiali do MW – bo służba w niej trwała 3 lata.
Dodajmy na koniec tej partii jeszcze jeden drobiazg – młody bohater filmu Miejsce na ziemi (1959 r., reż. Stanisław Różewicz), po pobycie w zakładzie poprawczym trafia nad morze, pomagając wujowi w naprawie kutra rybackiego. Wysłany do Gdyni po sprawunki, zostaje w słynnej, gdyńskiej Hali Targowej okradziony. Jego starsi koledzy z pracy nie chcą uwierzyć w jego niewinność...
Po dekadach, w sam środek spraw gdyńskich wchodzi Miasto z morza (2009 r., film i serial) w reżyserii Andrzeja Kotkowskiego i do jego scenariusza, będący rodzajem oficjalnego hołdu oddanego miastu (film dofinansował urząd miejski), ale też reakcją na brak zainteresowania fabularzystów Gdynią w III RP. Tutaj z kolei wahadło rozpoznawalności pchnięto na przeciwny biegun – scenariusz oparty został o pierwszy tom trylogii Stanisławy Fleszarowej-Muskat Tak trzymać zatytułowany Wiatr od lądu (świadome nawiązanie do tytułu znanej powieści S. Żeromskiego). Skróty dokonane względem pierwowzoru literackiego – konieczne z uwagi na wymogi medium – w połączeniu z dydaktyczną funkcją filmu poskutkowały rodzajem sfabularyzowanego podręcznika, gdzie dość wątła fikcyjna intryga ma służyć przekazywaniu wiedzy. Stąd już na początku serialu (do niego, jako do najszerszego fabularnie się odniesiemy) mamy zaślubiny Polski z morzem, potem sceny rządowe o planach wybudowania Gdyni (inż. Tadeusz Wenda będzie jednym z protagonistów filmu), rozmowę pasażerów w pociągu wyjaśniającą niuanse sytuacji Gdańska i Gdyni itd. Także estetyka zdjęć – „ładnych”, „gładkich” - dopasowuje się do tej użytkowej formuły opowieści. A już zakończenie tego filmu jest ciałem obcym, doklejoną do obrazu impresją dokumentalną zrealizowaną w celach promocyjnych. Swoje „pięć minut” mają natomiast na ekranie Kaszubi, z ich gwarą (niezależnie od tego jak wypowiadaną przez aktorów), strojami i obrzędami – i to jest akurat plus tej opowieści, choćby ze względu na rzadką obecność tej grupy etnicznej w kinie polskim (poza zrealizowanym w 1970 r. filmu Kaszebe Ryszarda Bera; później także Kamerdynerem).
Polskość przedwojennej Gdyni celebrowała także bohaterka wcześniejszego filmu Awantura o Basię (1995 r., reż. Kazimierza Tarnas), gdy wysiadając ze statku ze swoim odnalezionym ojcem mówi: „Tato, jesteśmy w Polsce, to nasz nowy port, to Gdyni”.
W sposób marginalny przedwojennej Gdyni dotyka Kamerdyner (film 2018, serial 2021 r.) w reż. Filipa Bajona, w której tytułowy bohater decyduje się w 1923 r. (za namową Bazylego Miotke, postaci wzorowanej na Antonim Abrahamie) na wyjazd do budującego się miasta.
W 2023 r. Gdynia doczekała się dzieła, które umieszczało akcję filmu w wojennym Gotenhafen (podobnie jak niemiecki film Wisbara). To serial Zatoka szpiegów (2023-2025, reż. Michał Rogalski oraz Łukasz Ostalski; ten ostatni to absolwent Gdyńskiej Szkoły Filmowej). Głównym bohaterem serialu jest Franz Neumann, oficer Abwehry, który odkrywa polskie korzenie. Przemyślny plan podziemia sprawia, że zostaje alianckim szpiegiem. Można powiedzieć, że Zatoka szpiegów jest niejako kontynuacją Miasta z morza – z Gdyni budowanej przenosimy się do Gdyni okupowanej. Inspiracją dla scenarzystów były prawdziwe wydarzenia wojenne rozgrywające się w mieście – po pierwsze fakt, że w Gdyni zostały wybudowane ośrodki badawcze torped (tzw. Torpedownie) – i wokół dywersji związanej z torpedami właśnie koncentruje się akcja pierwszego sezonu. W drugim sezonie chodzi o wysadzenie pancernika Bismarck, który od jesieni 1940 r. stacjonował w Gdyni. I choć bohaterom, zgodnie z prawdą historyczną, nie udało się tego zrobić, to i tak niedługo później, w swoim pierwszym rejsie został zatopiony przez aliantów. Jak to często bywa w przypadku seriali produkowanych przez TVP, ilość lokacji nie jest zbyt duża, także w odniesieniu do Gdyni: właściwie eksponowany jest jedynie piękny modernistyczny budynek przy ul. 3 Maja (z kawiarnią Cyganeria, na potrzeby filmu zamienioną na Cafe Margerita) oraz molo i plaża w Orłowie. Resztę przestrzeni gdyńskich gra Port Wojenny Hel oraz gdański kompleks Fabryki Karabinów (tutaj znajduje się tawerna rybacka i szpiegowski punkt kontaktowy). Migną także ulice gdańskiej starówki.
Do rzadkości należały obrazy prezentujące Gdynię III RP jako turystyczny kurort. Oczywiście, w szeregu filmów prezentacja Skweru Kościuszki, Molo Południowego. mariny czy plaży miejskiej ów turystyczny charakter miejsca sugeruje, ale chodzi o skupienie się twórców na tych walorach miasta w sposób wyjątkowy lub dominujący. To właściwie tylko przypadek 105 odc. serialu Rodzinka.pl pt. Wakacje w Gdyni (2011 r., reż. Karol Klementewicz), w którym tytułowa rodzina odwiedza atrakcje Gdyni, w tym Błyskawicę, gdyńską marinę oraz Centrum Nauki EXPERYMENT.
Ekranowym żartem jest Kapitan Ochłap, odcinek serialu Święta wojna (244 odc. 2006 r., reż. Dariusz Goczał), w którym akcja na moment przenosi się z Górnego Śląska i środowiska górników do Gdyni, skąd wypływa na Bornholm jacht ze śląskim kawiorem. Niestety Bercik, jeden z głównych bohaterów serialu, po raz kolejny wprowadzi chaos w dobrze zaplanowane przedsięwzięcie.
Także z Gdyni ku nowemu życiu wypłyną statkiem Stena Line zakochani bohaterowie komedii romantycznej Podatek od miłości (2018 r.) Bartłomieja Ignaciuka.
-
Kadr z filmu 07 zgłoś się / Dlaczego pan zabił moją mamę.
-
Kadr z filmu U Pana Boga za miedzą.
-
Kadr z filmu Furioza (Obłuże).
-
Kadr z serialu Brokat.
-
Kadr z filmu Druga Furioza.
2.2 Gdynia kryminalna
Gdynia była jednym z PRL-owskich okien na świat. Jeśli okno otworzy się za mocno, wiatr może nawiać śmieci... Mówiły już o tym wyraźnie filmy przedwojenne z akcja dziejącą się w Gdyni (Szlakiem hańby, Tajemnica panny Brinx, Kobiety nad przepaścią, Sygnały). Pozostawiając metafory - w dużym nadmorskim mieście łatwiej przekroczyć granice prawa. Polska Ludowa i III RP styka tu się bowiem z zagranicą, zwłaszcza z Zachodem, i kontakty te nie zawsze mają charakter oficjalny. Port przyciąga handlarzy, cinkciarzy, prostytutki, oszustów, przemytników, wszelkiego rodzaju niebieskie ptaki, które chcą skorzystać z obecności statków obcych bander, zagranicznych gości, marynarzy czy Polonusów.
Zacznijmy od filmu Kariera (1954 r.). To typowy propagandowy film socrealistyczny, dotyka przestępstwa zagrożonego najwyższą karą – szpiegostwa. Oto z Zachodu przyjeżdża szpieg, który ma za zadanie zwerbować „śpiochów” (osoby, które powinny pójść z nim na współpracę z uwagi na nieciekawą przeszłość). Niestety – dla szpiega – nie udaje mu się nikogo zwerbować, obywatele Polski Ludowej są tak zadowoleni ze swojego aktualnego życia i (k)raju, w którym żyją, że odmawiają. Bohatera, który marzył o karierze łapie UB. Zdjęcia kręcono w Trójmieście, które jest tutaj tym odbudowywanym od podstaw komunistycznym rajem. I choć nie jest ono eksponowane, to przecież łatwo rozpoznać lokalizacje, także gdyńskie. I tak, jeden z potencjalnych współpracowników to robotnik pracujący przy wydobywaniu i rewitalizacji wraków – oglądamy więc nabrzeże gdyńskiego portu (a gdy scena będzie się kończyć kamera uchwyci w dali budynek Torpedowni). Później będzie jeszcze scena w parku w Kolibkach (nad klifem), w której młoda nauczycielka uczy dzieci. Ale najmocniejszym ukłonem w stronę Gdyni jest wykonywana przez jedną z bohaterek liryczna piosenka, której część brzmi tak:
„Niejedna przez mierzeję / bursztynem jesień kroczy, złocistą fajkę Anna / dla marynarza toczy / a wiatr na plaży śpiewa / i żeglarz cię ominie / dziewczętom rozdał jedwab / gdy szedł przez ludną Gdynię / już rozdał jedwab - heja hej! / gdy szedł przez ludną Gdynię”.
Gdynia, dawna gwiazda II Rzeczpospolitej została więc „pobłogosławiona” przez nową Polskę. Przypomnijmy, że rys przestępczy ma Gdynia także – w opisywanym już – Skarbie kapitana Martensa, z portowymi knajpami i ludźmi o wątpliwej konduicie.
Ale gdy myślimy o „Gdyni kryminalnej” z okresu PRL, to jeden film wybija się na plan pierwszy – Ostatni kurs (1963 r., reż. Jan Batory). Film opowiada historię szajki, okrada ona i zabija dyrektorów dużych firm, którzy dopuścili się malwersacji i ze zdeufraudowanymi pieniędzmi próbują uciec na Zachód. Przy okazji pozbywa się także taksówkarzy, którzy zawożą tychże dyrektorów na jedną z ulic Gdyni-Orłowa. Aż do czasu, kiedy trafiają na bardzo odpornego Henryka Kowalskiego. Dodajmy, że willa przestępców ulokowana jest przy fikcyjnej dla tego miejsca ul. Zielonej, a i sam budynek nie był zlokalizowany w Orłowie. Nie darmo pisze się dziś o tym filmie, jako odpowiedniku amerykańskiego kina noir. Akcja filmu najczęściej dzieje się w nocy, w tej „asfaltowej dżungli”, którą jest miasto, ciemne, szare, deszczowe, tak prezentuje się też gdyński dworzec, miejsce postoju taksówek. Jak w kinie czarnym jest w tym filmie także femme fatale, która z Kamiennej Góry pokazuje kolejnemu dyrektorowi panoramę Gdyni, choć ten marzy o tym, aby jak najszybciej znaleźć się za horyzontem.
Plenery gdyńskie – ze szczególnym uwzględnieniem Kamiennej Góry – pojawią się w kryminalnym serialu Janusza Morgensterna S.O.S (1974 r.), w którym radiowy dziennikarz na własną rękę szuka odpowiedzi na pytanie o niejasne kulisy samobójczej śmierci. Warto przy tej okazji podnieść dwie kwestie: pierwsza, to popularność widoku miasta z Kamiennej Góry – pojawia się w wielu filmach, co nie dziwi, bo z tego miejsca widok gdyńskiego portu jest szczególnie urokliwy. Po drugie – wiele filmów po 1945 roku prezentuje Gdynię jako fragment „filmu trójmiejskiego”, w którym granice pomiędzy miastami wchodzącymi w skład aglomeracji zostają zatarte, tworząc jeden organizm miejski.
Choć intencje bohatera filmu Skazany (1975 r.) Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego można uznać za szlachetne, to także on wszedł w kolizję z prawem i – jak głosi napis końcowy – został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu. Proces odbywa się w Sądzie Rejonowym w Gdyni (choć zdjęcia do tych partii filmu kręcono w Warszawie, w gmachu sądu przy Alei Solidarności). Bohater filmu – organizator imprez rozrywkowych w przedsiębiorstwie Estrada – zostaje ukarany za to, że nie zapobiegł samobójczej śmierci swojego brata, trenera boksu. Ten ostatni mocno cierpiał w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Jego brat zgodził się na to, aby sam zdecydował o swoim istnieniu. Zdjęcia do filmu kręcono m.in. w restauracji Panorama na Kamiennej Górze (widok portu), na Skwerze Kościuszki, ul. Świętojańskiej i Starowiejskiej, moście na ul. Tadeusza Wendy, ale także na plaży w Orłowie z widokiem na klif (scena miłosna).
Wspomniany Klif Orłowski stał się sceną zabójstwa w 8 odcinku serialu 07 zgłoś się (Dlaczego pan zabił moją mamę, 1978 r., reż. Krzysztof Szmagier). Film otwiera scena, w której obok Klifu, tuż przy brzegu pływa ciało kobiety. Na górze wzniesienia odjeżdża autem prawdopodobny sprawca. Generalnie znaczna część akcji dzieje się w Orłowie. To tutaj znajduje się mieszkanie Joanny Kostrzewskiej (budynek przy ul. Orłowskiej 2), która bierze udział w intrydze swojego kochanka, Włocha. To ciało zabitej przez niego żony pływało przy klifie (choć był to raczej wypadek, efekt kłótni małżonków). Kostrzewska, udająca żonę Włocha, chciała z nim wyjechać. Plany krzyżuje jej córka, rozpoczynając swoim listem (z tytułowym pytaniem) śledztwo Borewicza. Porucznik spotyka się nią w Szkole Podstawowej nr 8 w Orłowie, a wiele informacji o Kostrzewskiej wyciąga od barmana restauracji Kaskada, czyli słynnego Maxima.
Fraza piosenki zespołu Lady Pank „U Maxima w Gdyni, znów cię widział ktoś / sypał zielonymi, mahoniowy gość / Boney M zagrało, barman zgiął się w pół / potem odjechało, złote BMW”, dobrze oddaje charakter tego miejsca i jego (złą) sławę. Maxim pojawiał się w filmach, których fabuła odnosiła się do łamania prawa. Tak było we wspomnianym serialu, tak było także w Smażalnia story (Józef Gębski), w którym para bohaterów-przemytników spędza noc na zabawie w klubie (do tańca przygrywa znany wtedy zespół Wały Jagiellońskie i Rudi Schuberth). Także w filmie Trzy dni bez wyroku (o którym za chwilę) twórcy „wypożyczyli” lokal Maxim – tu spotyka się cały podziemny świat Trójmiasta. Tutaj główny bohater filmu, Adam Niedzicki ps. Mruk załatwia fałszywy paszport dla siebie i swojej ukochanej. Warto wspomnieć, że specjalistę od fałszywych paszportów zagrał znany piosenkarz Andrzej Zaucha. Był to jego ostatni występ zarejestrowany przez kamerę, gdyż w 1991 r. został on zastrzelony przez francuskiego męża kobiety, z którą miał romans. Potem lokal ten pojawi się jeszcze w siódmym odcinku serialu Czterdziestolatek. 20 lat później, odbywać się w nim będą wybory Miss Mokrego Podkoszulka.
Mewy (fragmenty życiorysu) (1986 r., reż. J. Passendorfer), to film o dziewczynie, która wchodzi na drogę prostytucji. Na szczęście poznaje oficera marynarki, który się w niej zakochuje. Ostatecznie jednak związek się rozpada, w dużym stopniu dlatego, że mężczyznę ciągnie w dalekie rejsy i nie może już znieść funkcji pilota wprowadzającego statki z redy do portu. Co do samego portu, to w filmie Passendorfera mamy do czynienia ze „składakiem” Gdańska i Gdyni: statek wpływa do Gdyni, bohater pracuje w kapitanacie portu w Gdańsku Nowym Porcie, a kobieta w ostatnich kadrach, stojąc na plaży w Orłowie widzi w oddali... nabrzeże Portu Północnego. Niemniej, Gdynia zaznacza się mocno, nie tylko dlatego, że pojawia się w dialogach, ale też dlatego, że to ona w pierwszym rzędzie kojarzyła się z pracą marynarzy. Także tych zagranicznych, szukających w tym mieście kobiet do towarzystwa. Mamy więc w tym przypadku z sytuacją połączenie Gdyni morskiej z przestępczą.
Dodajmy że po latach temat sexworkingu w PRL-u wróci w serialu Brokat (2022 r., reż. zbiorowa), kolejnym przykładzie „kina trójmiejskiego”, gdzie granice między miastami – podobnie jak w Mewach - zostają zatarte. Przestrzenią płatnych schadzek było bowiem w latach 70. całe Trójmiasto. Nie ma zresztą w serialu zbyt wiele rozpoznawalnych lokalizacji, dominują sceny realizowane we wnętrzach lub na trudno identyfikowalnej plaży. Niemniej twórcy sfilmowali m.in. charakterystyczną, „trójkątną” fasadę Studenckiego Domu Marynarza nr 2 Akademii Morskiej, a także Bulwar Nadmorski.
Gdynię upatrzył sobie także jeden z czołowych twórców polskiego powojennego kina kryminalnego – Wojciech Wójcik. Znajdziemy ją w jego 2 filmach z czasów politycznego przełomu: Trójkącie bermudzkim (1988 r.) i Trzech dniach bez wyroku (1991 r.). W każdym z tych filmów Gdynia funkcjonuje jednak ponownie nie jako osobny byt, ale część Trójmiasta. W pierwszym z nich odbywa się dramatyczna rozmowa pomiędzy agresywnym Jarkiem, a jego kuzynem, który nienawidzi Jarka za odbicie mu dziewczyny i jej „zmarnowanie”. Bohaterowie są na szczycie Orłowskiego Klifu, co wprowadza napięcie, widz bowiem domyśla się, jak może się skończyć ta kłótnia. Ostatecznie do morderstwa nie dochodzi...
Narracja kryminalna o Gdyni pozostała aktualna także w III RP, a nawet zdominowała jej ekranowy wizerunek. To przykład seriali Czwarta władza i Krew z krwi oraz filmów Solid Gold, Furioza, Druga Furioza oraz Kolory zła. Czerwony. Rzecz symptomatyczna: we wszystkich tych przypadkach Gdynia jest miejscem działalności zorganizowanych grup przestępczych. Będąc nowoczesnym „oknem na świat” idealnie pasuje do miasta gangsterskiego.
Miniserial Czwarta władza (cztery odcinki, 2004 r., w reż. Witolda Adamka) opowiada o śledztwie dziennikarskim przeciw fikcyjnemu holdingowi Magster, pozornie legalnej firmy, w rzeczywistości prowadzącej przestępcze interesy. Scenariusz do miniserialu napisali dwaj znani dziennikarze: Piotr Najsztub i Piotr Pacewicz, wykorzystywali więc zdobytą z doświadczenia wiedzę. Ale choć wsparci przez profesjonalnego scenarzystę Jarosława Sokoła, nie poradzili sobie z fabułą, w której jest wiele umowności i pomyłek (widza mogą irytować np. zbyt łatwe przeskoki między stolicą a Wybrzeżem); dialogi także „szeleszczą papierem”. Gdynia na ekranie jest wprost przywołana (choćby w dialogu o holdingu Magster i wejściu na giełdę „gdyńskiego smoka”), pokazywane są takie miejsca jak Urząd Miasta, nabrzeża portowe, domek na Orłowskiej 3, także oddalony od centrum dom Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny przy ul. Dickmana 13, czy ogólnie – ulice miasta, ale ekranowa topografia nie tworzy spójnej całości, zbyt łatwe są przeskoki między oddalonymi od siebie częściami Gdyni (wykorzystanymi, jak choćby Orłowo, dla ich wizualnych uroków), łączonymi z Gdańskiem i Warszawą.
Co innego Solid Gold (2019 r., reż. Jacek Bromski). Akcja tego filmu – dofinansowanego przez Gdyńskie Centrum Filmowe - dość konsekwentnie trzyma się Śródmieścia, szczególnie koncentrując na okolicy Basenu Prezydenta i Molo Południowego, z lokacją m.in. we wnętrzach biurowca z widokiem na morze w strefie Gdynia Waterfront, na Darze Pomorza, przy Contrast Cafe i na portowych nabrzeżach. Ekipa pracowała też w Parku Naukowo-Technologicznym oraz w Gdyni Orłowie (sceny rozmów w Domku Żeromskiego i na dziedzińcu Zespołu Sztuk Plastycznych). Topografia topografią, ale ważniejszy jest wizerunek Gdyni. Scenariusz, głównie poprzez sparafrazowany tytuł, bardzo luźno związany jest z aferą Amber Gold (a dla nieznających sprawy pewnie wcale). Natomiast pokazuje to, co było clou tamtej sprawy – wzajemne przenikanie polityki, czynów kryminalnych (narkotyki, przemyt, korupcja w rządzie i policji, egzekucje, w tym niewygodnych świadków) w połączeniu z komunistycznymi zaszłościami (tajemniczy generał, którego kojarzyć można z PRL-owską policją polityczną). J. Bromski stworzył tu niejako kontynuację filmu Uwikłanie z 2011 r., tyle że tam miastem patologicznych związków był Kraków (reżyser mruga zresztą do widza okiem, obsadzając w roli biznesmena Andrzeja Seweryna, grającego w Uwikłaniu wysoko postawionego dawnego oficera SB – w Solid Gold odpowiednika gra Olgierd Łukaszewicz; z kolei dawny pogromca esbeków z filmu z 2011 r. Krzysztof Stroiński gra tutaj dawnego esbeka bezwzględnie oddanego generałowi i wykonującego wyroki). Chcąc nie chcąc Gdynia – której nazwę wymienia się wielokrotnie – stała się w tym filmie symbolem tego rozumienia III RP, które elektorat konserwatywny nazywa państwem postkomunistycznym. Dodajmy, że o Gdynię (a konkretnie Bulwar Nadmorski) otarł się także Reich (2001 r.) Władysława Pasikowskiego, ale to film przed wszystkim sopocki.
Gdyby szukać odpowiedzi na pytanie, która narracja dominuje współcześnie w odniesieniu do Gdyni, nie byłoby wątpliwości że kryminalna. Do grona opisanych filmów dochodzą bowiem jeszcze 4 obrazy i wszystkie o gangsterach. W dwóch częściach dylogii Cypriana T. Olenckiego (Furioza, 2020 r., serial 2021 r.; Druga Furioza, 2025 r.) działalność przestępcza zaczyna się od tytułowej grupy kibolskiej, której aktywnością są brutalne ustawki w lasach, a kończy na przemycie ogromnych ilości narkotyków. Oczywiście nie bez kosztów – wejście na drogę gangsterki oznacza ofiary. Gdynia jest tu nieustannie identyfikowana z nazwy (łącznie z fikcyjną Międzynarodową Europejską Szkołą). Jeśli chodzi o lokalizacje to dopasowane są one do statusu bohaterów – pochodzą oni z Obłuża (pojawiają się bloki na ul. Stolarskiej), ale – gdy „dochodzą do pieniędzy” - najczęściej widzimy ich w okolicach portu i nabrzeży (interesy) lub okolic SeaTowers (budynków i nabrzeży), często zresztą eksponowanych.
Podobnie rejony odwiedzają bohaterowie serialu Krew z krwi (3 sezony, 2012 r. – reż. Xawery Żuławski; 2014-2015 – reż. Jan Komasa, Kasia Adamik; 2024 r. – Michał Rogalski), o bohaterce, która jest córką mafijnego bosa i żoną przemytnika. Ten ostatni ginie w zamachu i kobieta, choć niechętnie, musi wziąć na siebie utrzymanie interesu. Ludzie z półświatka często „kręcą się” w gdyńskiej marinie, obchodzą huczne uroczystości w Contrast Cafe, odwiedzają terminal kontenerowy; nie może też zabraknąć Klifu Orłowskiego (a także dawnego, dziś zniszczonego domu wczasowego w Orłowie).
Plaża przy Klifie jest też miejscem, w którym morze wyrzuci zwłoki młodej dziewczyny – z odciętymi wargami (w filmie Kolory zła. Czerwony, 2024 r., reż. Adrian Panek). To bestialskie hobby gdyńskiego gangstera, którego podejrzewa się o jej morderstwo. Prokurator prowadzi śledztwo, a na to, że będzie skuteczne, liczy matka zmarłej dziewczyny (sędzina). Wszystko to na ulicach Gdyni, ale bez tak wyrazistej identyfikacji jak w Furozie.
Tak czy inaczej Gdynia „płaci” za to, że jest dalekomorskim portem, ale także miastem ludzi z grubym portfelem – łatwiej skonstruować tu przestępczą fabułę, dodatkowo ubarwioną pejzażami morza. Ponownie warto dostrzec wspomnianą już tendencję obecną we wszystkich 3 produkcjach – niezależnie od stopnia obecności i rozpoznania Gdyni na ekranie, jest w tych obrazach także pokaźna ilość lokalizacji gdańskich; narratorzy tych filmów łatwo przenoszą się do Gdańska (np. w Furiozie na Dolne Miasto i ul. Łąkową), nie bacząc na geograficzne oddalenie. Sprawia to, że obok identyfikacji gdyńskiej, można nazwać je „filmami trójmiejskimi” (turyści zagraniczni coraz częściej zresztą identyfikują aglomerację nad Zatoką jako jeden organizm miejski).
W ostatnich kilku latach Gdynia konsekwentnie wzmacnia swój ekranowy wizerunek, jako miasta kryminalnych historii – choć nie zawsze jest miastem przestępczym… Tak jest w Banksterach (2020 r., reż. Marcin Ziębiński). Generalnie akcja dzieje się w Gdyni zaś ma swoją siedzibę dobrze prosperująca, ale też pragnąca rozwoju, firma IT, która zmierzy się z bankową zmową (motyw kredytów w tzw. frankach).
Inicjalny charakter dla fabuły ma Gdynia w dwóch serialach: wcześniejszym Naznaczonym (2009 r., odc. 1, reż. Kasia Adamik) oraz Czarnych stokrotkach (2024 r., oc. 1, reż. Mariusz Palej). W tym pierwszym - będącym połączeniem thrillera psychologicznego z horrorem - główny bohater właśnie w Gdyni spotka Nieznajomego, który będzie jego wyrzutem sumienia i Nemezis. Obok Dworca Morskiego zainscenizowano partie filmu poświęcone ratunkowi statku pasażerskiego, który trafił na sztorm, a którym płynie żona i córka bohatera (widzimy m.in. odbijający od nabrzeża kuter ratowniczy Sztorm 2). W tym drugim serialu jego bohaterka, geolożka, szykuje się do wyprawy na Antarktydę (wypływa oczywiście z Gdyni), gdy dowiaduje się o zaginięciu swojej córki i musi zrezygnować z rejsu (akcja przenosi się do Wałbrzycha).
O zaginięciu nastolatki (a gdy ta się odnajdzie, nie będzie nic pamiętać) opowiada serial #BringBackAlice (2023 r., reż. Dawid Nickel). To kolejny „film trójmiejski”, Gdynia pojawia się w jej ikonicznych lokalizacjach (Klif Orłowski, Bulwar Nadmorski, Kamienna Góra). Podobnie po różnych lokacjach trójmiejskich – w tym gdyńskich – przemieszczają się także policjanci z serialu Sprawiedliwi. Trójmiasto (2025 r., reż. zbiorowa).
W Gdyni (konkretnie w Orłowie) znajdował się ośrodek dla narkomanów, w którym sporo czasu spędziła bohaterka serialu kryminalnego Rysa (2020 r., reż. Maciej Migas, Łukasz Kośmicki).
Drobiazgi miejskiej architektury w filmach sensacyjnych lub prezentujących przestępstwo znajdzie widz także w Konsulu (1989 r.) Mirosława Borka (Hala Targowa), Kariera Nikosia Dyzmy (2002 r.) Jacka Bromskiego (załadunek w porcie), U Pana Boga za miedzą (2009 r.) tego samego reżysera (tym razem wyładunek w porcie).
-
Kadr z filmu Człowiek z żelaza.
2.3. Gdynia niepokorna
To chronologicznie najpóźniejsza narracja, reprezentowana przez niewielką ilość filmów, ale mająca niezwykłą rangę społeczną. Dwa filmy – Człowiek z żelaza i Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł – zaświadczają o Gdyni, jako mieście buntu przeciw komunistycznemu reżimowi w grudniu 1970 r. Na ten temat powstało także wiele filmów dokumentalnych (odsyłamy więc do hasła im poświęconego). W latach 70. XX w. tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu nie znalazły swojej drogi na ekrany. Istniała więc powinność „ekshumowania” pamięci.
W ten kontekst należy wpisać dylogię robotniczą Andrzeja Wajdy – zarówno Człowiek z marmuru, jak i Człowiek z żelaza są filmami walczącymi o pamięć zbiorową. Ten pierwszy – o pamięć okresu stalinowskiego, ten drugi – o pamięć Grudnia. Ale trzeba przypomnieć, że A. Wajda planował poruszyć temat wydarzeń gdyńskich z grudnia 1970 roku już w Człowieku z marmuru, według scenariusza widz miał się dowiadywać z opowieści Maćka o śmierci jego ojca, Mateusza Birkuta w Gdyni. Sfilmowano nawet scenę, w której Agnieszka szuka grobu Birkuta, a nie znalazłszy – zostawia kwiaty na bramie oksywskiego cmentarza (ta scena, szczęśliwie zachowana, trafiła później do kolejnej części dylogii). W Człowieku z żelaza (1981 r.) A. Wajda przywraca pamięć ofiar zarówno gdańskiego, jak i gdyńskiego Grudnia (Dodajmy, że chronologicznie nie był pierwszy – archiwalne zdjęcia z grudnia 1970 r. pojawiły się w numerze monotematycznym Polskiej Kroniki Filmowej 39a/40b z 1980 r.).
Gdyńskie wydarzenia z grudnia 1970 r. przypominane są na dwa sposoby: poprzez zapis dokumentalny tych wydarzeń (Dzidek puszcza te materiały redaktorowi Winkelowi) oraz poprzez retrospekcje, najpierw Dzidka (kolegi Maćka), a potem opowieść starej Hulewiczowej (przy krojeniu ziemniaków). Wyłania się z nich znany historykom obraz rozminięcia się 2 protestów (studenckiego w 1968 r. i robotniczego dwa i pół roku później). Mateusz Birkut ginie w miejscu, które stało się symbolem tragicznych wydarzeń – stacji Gdynia Stocznia. Tam też szukać go będzie jego syn, po latach tam też wbije biały, metalowy krzyż; i tam też w końcu zakończy się film – „rozmową” syna z ojcem i Balladą o Janku Wiśniewskim śpiewaną przez Krystynę Jandę. A. Wajda odtworzył także scenę niesienia ciała Janka Wiśniewskiego/Zbigniewa Godlewskiego na drzwiach (choć zrobił to w Łodzi, stąd tory tramwajowe, których, jak wiadomo, w Gdyni nie ma). Pokazał także scenę pokątnego pogrzebu Birkuta i późniejszego szukania zlikwidowanego grobu. Przypomniał więc najważniejsze wydarzenia, które utrwaliły się w pamięci uczestników wydarzeń. Dodajmy drobiazg: w filmie Stan wewnętrzny (1983 r.), będącym na swój sposób aneksem do filmu Wajdy – o żeglarce, która chce popłynąć dookoła świata (gra ją Krystyna Janda) i zakochanych w niej mężczyznach (jednego gra Mariana Opania) – łączność z kobietą zapewnia Gdynia Radio. W pierwszej części filmu jest głosem wolności, w drugiej zaś, z akcją po 13 grudnia, staje się głosem komunistycznej opresji.
Do tych samych wydarzeń co Człowiek z żelaza odwołał się po latach film Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł (2011 r.) Antoniego Krauzego, realizowany w lutym i marcu 2010 r. na ulicach Gdyni. Tyle, że – w przeciwieństwie do filmu Wajdy – tylko na nich koncentruje swoją uwagę. To rodzaj sfabularyzowanej kroniki najważniejszych wydarzeń od 14 do 17 grudnia (z prologiem w Wigilię 1969 r. i epilogiem rozgrywającym się kilka dni po tragicznych wydarzeniach). Jest to rzadki przypadek filmu, w którym kronika (kojarząca się na ogół z mechanicznym zestawieniem dat i wydarzeń) ma tak duży ładunek dramatyczny. A wynika to z siły i sposobu rozwiązania konfliktu – bunt robotniczy zmienia się w walki uliczne oraz krwawą rozprawę z protestującymi. Dobrze zainscenizowane zdjęcia okrucieństwa milicji i wojska dodatkowo wzmacniają emocjonalny odbiór. Autorzy, korzystając z opracowań i źródeł, starali się wiernie odtwarzać dziejące się wtedy zdarzenia, zarówno na poziomie ulicy (jak postrzelenie Adam Gotnera czy skatowanie Wiesława Kasprzyckiego), jak i spotkań decydentów, sztabów oraz władz partyjnych szczebla lokalnego i centralnego (jako polityczną poprawność należy uznać brak w tych dyskusjach postaci Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego ministra obrony narodowej). Jednocześnie do tej kronikalnej formuły dodano wątek silniej już sfabularyzowany, choć mający odpowiednik w rzeczywistej postaci – chodzi o losy jednej z ofiar, Brunona Drywy i jego rodziny. Przez tę personalizację, ściągnięcie wielkiej historii na poziom mikrohistorii widzowi łatwiej emocjonalnie zaangażować się w opowieść.
-
Kadr z filmu Jutro Meksyk (wejścia na pływalnię na Polance Redłowskiej).
-
Kadr z filmu Serce nie sługa.
-
Kadr z serialu Linia życia odc. 1.
2.4. Gdynia obyczajowa
Gdynia obyczajowa, to miasto codzienności, zwykłego życia, uniwersalnych dramatów i radości ludzkich. Czyli de facto historii, które mogłyby zostać zekranizowane w różnych miejscach Polski. Pierwszym filmem – i jednym z nielicznych realnie wykorzystujących przestrzeń Gdyni – był Jutro Meksyk (1965 r.) Aleksandra Ścibora-Rylskiego. To opowieść o trenerze pływackim i skoków do wody (gra go legendarny Zbigniew Cybulski), który ma czarną kartę z przeszłości - kalectwa swojego podopiecznego (konsekwencja nieudanego skoku z wieży). Gdy go poznajemy, przyjeżdża (przepity i w rozsypce) do Gdyni. W mieście spotka dziewczynę pracującą w Dalmorze (oglądamy jego nabrzeże i hale), która okaże się wielkim talentem. Także ją – nie zważając na niebezpieczeństwo – zmuszać będzie do niebezpiecznych skoków. W ten zastępczy sposób realizuje bardziej swoje ambicję. Ostatecznie dziewczyna odejdzie. Większość akcji koncentruje się wokół nieistniejącego już dziś basenu na Polance Redłowskiej.
Drugim filmem, który opisuje życie polskiego społeczeństwa epoki realnego socjalizmu jest Pokój z widokiem na morze (1977 r., reż. Janusz Zaorski). Tyle że jest to charakterystyczny dla Kina Moralnego Niepokoju dramat społeczny. Jak pisano na stronie www.filmpolski.pl, to „moralitet prezentujący, na kanwie dramatycznej akcji ratowania człowieka usiłującego popełnić samobójstwo, spór dwóch psychiatrów, odmiennie traktujących zakres ingerencji w ludzką wolność i osobowość.” Gdynia jest w tym filmie nienazwana, wieżowiec, z którego gotów jest skoczyć samobójca sfilmowano w Łodzi, ale – zgodnie z tytułem – kilkakrotnie widzimy panoramę morskiego miasta, łatwo rozpoznawalnego.
W podobny klucz interpretacyjny (opis obyczaju, psychologiczne dylematy i moralne zobowiązania) po latach wpisywał się film 0_1_0 Piotra Łazarkiewicza z 2008 r. To wielowątkowa opowieść o 7 parach partnerskich, borykających się problemami w związkach. To stworzony jako dwójkowe dialogi film psychologiczny (pierwowzorem był dramat Krzysztofa Bizio), w całości wprawdzie nakręcony w Gdyni (która dofinansowała tę produkcję), ale miasto jest tylko tłem do uniwersalnej w swej istocie problematyki (i możliwej do przeniesienia w inne miejsce). Nawet zapis fabuły w popularnym portalu filmpolski.pl zaczyna się lokalizacją, która brzmi „nadmorskie miasto”. Nazwa miasta w filmie nie pada, kto zna jego topografię, rozpozna, ale lokalizacje wybrane na lokacje nie są z tych kluczowych dla miasta (poza Orłowem). Oczywiście, jeśli widz zidentyfikuje Gdynię, to powiąże ją z codziennym życiem miasta europejskiego średniej wielkości – czyli dostrzeże wytęsknioną przez poprzednie pokolenia normalność...
Już bez ukrywania geograficznej identyfikacji o takim „normalnym” mieście (przestrzeni uniwersalnych, ludzkich spraw) opowiada telenowela Linia życia (2011 r., polska wersja włoskiego serialu Vivere). To miasto klasy średniej (i wyższej), nowoczesne w infrastrukturze i obyczaju. Serial, zrealizowany przez Polsat, dofinansowany został ze środków gdyńskich i funkcjonuje jako city placement – z jego zaletami, ale też wadami. Gdyni jest sporo - głównie w kwadracie Mole Południowe, Nabrzeże Prezydenta (z SeaTowers), Yacht Park i falochrony - ale pokazywana jest ona pocztówkowo, najczęściej w postaci autonomicznych wstawek nie związanych z akcją. Jedynie restauracja prowadzona przez bohaterów serialu ma fasadę nie istniejącej już Restauracji „Pod Skorpionem” w Gdyni-Orłowie.
Z kolei polską wersją australijskiego serialu Packed to the Rafters jest Aż po sufit (2015 r., reż. Bartosz Konopka, Julia Kolberger). To serial obyczajowy w formule feel-good movie, w którym potencjalne dramaty „rozcieńczone są” humorem i happy endem. Ten konkretny opowiada o perypetiach kochającej się rodziny Domirskich (nawet jeśli czasem chropowatą miłością), której członkowie mieszkają i pracują w Gdyni. Podobnie jak w Linii życia dynamiczne widoki miasta – nowoczesnego, słonecznego kurortu i portu - są na ogół doklejone do fabuły serialu, ale zrobione jest to z większą klasą, podobnie jakość serialu jest dużo lepsza niż wspomnianej telenoweli (13-odcinkowy serial miał tylko jeden sezon; widzowie na forach dziwili się, że nie powstał kolejny).
W komedii romantycznej Serce nie sługa (2017 r., reż. Filip Zylber) – akcja rozgrywa się głównie w Gdyni – pojawia się oryginalna, ekscentryczna scena, w której bohaterka („pogodynka”) prezentuje do kamery tablice z temperaturą stojąc w słynnej fontannie na Skwerze Kościuszki.
W kilku obrazach o szeroko pojętej tematyce obyczajowej (prezentowanej raz w tonacji dramatycznej, raz komediowej) Gdynia pojawia się na moment, czasem ledwie mignie, często nie identyfikowana (dominują rozpoznawalne plenery Gdańska). Tak jest w Do widzenia, do jutra (1960) Janusza Morgensterna (korty tenisowe przy ul. Ejsmonda), Żonie dla Australijczyka (1963 r.) Stanisława Barei („ślimak” widokowy przy Bulwarze Nadmorskim), Molo (1969 r.) Wojciecha Solarza (Bulwar Nadmorski), Seksolatkach (obok wpływającego do portu Stefana Batorego pojawi się także apteka na ul. Świętojańskiej), Co lubi tygrysy (1989 r.) Krzysztofa Nowaka (Hala Targowa); a czasem w oderwaniu do Trójmiasta, jak w 9. odc. Dekalog, (1988 r.) Krzysztofa Kieślowskiego (estakada Kwiatkowskiego w budowie), Ostatnim dzwonku (1989 r.) Magdaleny Łazarkiewicza (Hotel Gdynia), Segmencie 76 (2003 r.) Oskara Kaszyńskiego (dworzec i Klubokawiarnia) i brytyjskim Londyńczyku (Outlanders, 2006 r.) Dominica Leesa (mignie estakada Kwiatkowskiego i port handlowy).
-
Kadr z serialu Czterej pancerni i pies, odc. 8 – Babie Doły i Torpedownia.
-
Kadr z filmu Daas – Orłowo.
3. Klif Orłowski
Poza filmowymi narracjami gdyńskimi trzeba jeszcze wspomnieć o jednej filmowej ikonie Gdyni - Klifie Orłowskim (wraz z plaży pod nim i molo). Często był luźno związany z akcją, jego wizerunek ograniczał się zazwyczaj do funkcji ekspozycyj nych, bowiem w przeważającej ilości przypadków miejsce to miało być jedynie dostarczycielem ładnego i/lub niecodziennego dla polskiego Wybrzeża nadmorskiego krajobrazu. Klif uwieczniony został w bardzo wielu filmach – wspomniano o tym powyżej - zrealizowanych w rożnych gatunkach i w różnej tonacji emocjonalnej. Dodajmy, że już w 1927 r. Klif „zagrał” wybrzeże Krymu w filmie Mogiła nieznanego żołnierza w reż. Ryszarda Ordyńskiego; później pokazywany będzie wielokrotnie np. w funkcji liryczno-romantycznej (jak w Mewach ), innym zaś razem – jako niepokojąca przestrzeń dla bandyckich porachunków i kryminalnych zdarzeń (tak jest np. w 8 odcinku serialu 07 zgłoś czy w filmie Trójkąt bermudzki), kiedy indziej – jako przypadkowe, ale urokliwe tło dla telewizyjnego dramatu obyczajowego (Gra, reż. Krzysztof Krauze) itp. Orłowski Klif (i plaża pod nim) był prezentowany przynajmniej w niżej wymienionych filmach i serialach (nazwiska twórców podaję przy filmach, której jeszcze nie pojawiły się wyżej): Mogiła nieznanego żołnierza (1927 r.), Skarb kapitana Martensa (1957 r.), Skazany (1975 r.), 07 zgłoś się (odc. 8: Dlaczego pan zabił moją mamę; 1978 r.), Mewy (fragmenty życiorysu; 1986 r.), Trójkąt bermudzki (1987 r.), Dziewczynka z hotelu Excelsior (kilka razy widać go z Sopotu; 1988 r.), Pogranicze w ogniu (odc. 15, 1991 r.), V.I.P. (1991 r., reż. Juliusz Machulski), Sztos (1997 r., reż. Olaf Lubaszenko), Córy szczęścia (1999 r., reż. Márta Mészáros), Wielkie rzeczy (odc. Gra, 2000 r., reż. Krzysztof Krauze), Chłopiec na galopującym koniu (2006 r., reż. Adam Guziński), Tylko mnie kochaj (2006 r., reż. Ryszard Zatorski), Niania (8 sezon, 2008 r., odc. 114: Człowiek za burtą, reż. Jerzy Bogajewicz), Miasto z morza (2009 r.), Daas (2011 r., reż. Adrian Panek), Krew z krwi (2012 r.), Rodzinka.pl (sezon 5, 2013 r., odc. 105: Wakacje w Gdyni), Aż po sufit (2015 r., odc. 3) . Dodajmy, że do rangi gdyńskiej ikony dorastają powoli: SeaTowers (pokazywany jako wizualny skrót Gdyni najbardziej współczesnej i zamożnej) oraz Torpedownia w Babich Dołach. Ta ostatnia ma oczywiście dłuższą ekranową historię (by wspomnieć choćby 8 odcinek serialu Czterej Pancerni i pies). Jej charakterystyczna, wyłaniająca się z morza sylwetka chętnie była wykorzystywana w filmach i, by wymienić Na Srebrnym Globie (1977/1987, reż. Andrzej Kondratiuk), Superwizja (1990, reż. Robert Gliński) oraz serialu Wyspa (Sloborn, seria 1, odc. 1 z 2020 r., reż. Christiana Alvarta i Adolfo Kolmerera). Ponadto pojawiła się także w 59 i 60 odc. serialu Kryminalni (Pozdrowienia z Hamburga i W potrzasku) i w serialu Aż po sufit (2015 r., odc. 5).
Coraz częściej pokazywany jest w filmach współczesnych budynek SeaTowers, niedługo stanie się pewnie ekranowym odpowiednikiem Klifu Orłowskiego, także ze słabościami takiego wizerunku – częściej będzie znakiem rozpoznawczym miasta, oderwanym od fabuły, niż przestrzenią akcji (choć w niektórych filmach Gdynia widziana z jego okien i tarasów już się pojawia).
Miasto nie zawsze gra samo siebie. Było tak też w wypadku Gdyni. Ale najczęściej w drobnych epizodach. W odc. 4 Stawki większej niż życie (Cafe Rose, reż. Andrzej Konic) gdyński dworzec gra dworzec w Stambule, a w odc. 11 (Hasło, reż. A. Konic) Bulwar Nadmorski pozoruje wybrzeże francuskiej miejscowości St. Pierre, W serialu Życie na gorąco (1978 r., reż. A. Konic) gdyński Basen Żeglarski udaje Marsylię. W japońskim Ambasadorze nadziei (Persona non grata, 2015 r., reż. Cellin Gluck) dworzec i port gdyński grają wojenną Kłajpedę. Już po zamknięciu basenu na Polance Redłowskiej pojawił się na niej znany aktor Omar Sharif, grający tajemniczego włóczęgę w podszytym surrealizmem filmie Alejandro Jodorowsky’ego Złodziej tęczy (The Rainbow Thief, 1990 r.). Port na Oksywiu zagrał z kolei norweski port Kristiandstadt, z którego 15.04.1945 r. wypływa niemiecki okręt podwodny U-234 (w rzeczywistości ORP Wilk) w filmie Ostatni U-Boot (Das Letzte U-Boot, 1993 r., reż. Frank Beyer). Także niemieckim (w koprodukcji z Danią, ale też z polskim dofinansowaniem) jest wspomniany już postapokaliptyczny serial Wyspa, w którym Gdynia gra miasto na wyspie dotkniętej (profetycznie) pandemią (grają gdyńskie ulice, ale także Torpedownia).
Na koniec trzeba zauważyć, że nie powstało żadne „arcydzieło gdyńskie”, film wybitny (sąsiedni Gdańsk ma ich kilka). Człowiek z żelaza jest zjawiskiem bardziej społecznym niż artystycznym (sam A. Wajda miał tego świadomość). Najbliżej do dzieła artystycznie wielkiego jest, jak się wydaje, Czarnemu czwartkowi... Antoniego Krauzego. Niemniej współczesny wizerunek Gdyni został zdominowany głównie przez tematykę zorganizowanej przestępczości. Można mieć nadzieję, że w przyszłości ekranowa reprezentacja Gdyni do tego się nie ograniczy. I że powstanie także film o… Gdyni filmowej (nie darmo jest ona Miastem Filmu UNESCO).
autor: Krzysztof Kornacki (2025 r.)

































