Czerwona Gdynia
Takie określenie ukuto po wojnie, aby przybyli tu z zewnątrz komuniści mogli uzurpować sobie prawa do zawłaszczenia miasta, wysiedleń „elementu niepożądanego” oraz zanegowania sukcesów II RP (dlatego też równocześnie nazywano Gdynię sanacyjnym bękartem, a działania ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego – „kwiatkowszczyzną”).
Tworzono mit stopniowo, w 1945 r. w łagodniejszych barwach, potem słownictwo stawało się coraz ostrzejsze i agresywniejsze, aż w 1949 r. miało być już pewne, że inicjatorem budowy portu w Gdyni nie była sanacja ani endecja, lecz robotnicy, którzy – zdaniem twórców tego mitu – przymusili Sejm do przyjęcia ustawy o budowie Gdyni i doprowadzili do realizacji budowy portu. W Gdyni miał przed wojną dominować ruch komunistyczny stanowiący taką siłę, że można było mówić o jego umasowieniu (tymczasem w 1933 r. było 6 komórek KPP [Komunistyczna Partia Polski] liczących w sumie 31 członków, w 1935 r. – 15 członków, nawet PPS [Polska Partia Socjalistyczna] w szczytowym okresie miała 116 członków). Ofiarnie pracować mieli w Gdyni tylko robotnicy, a „spekulanci, wyzyskiwacze i kapitaliści tracili pieniądze zarobione na krzywdzie robotników, na kapitalistycznym przekupstwie” (z przemówienia sekretarza KM PZPR Depaka). Gdy wybuchła wojna, tylko robotnicy chwycili za broń, tworząc oddziały Czerwonych Kosynierów patrzące „z pogardą dla dygnitarzy, którzy uciekając z Gdyni nie myśleli o obronie naszego morza, bo droższe było dla nich własne życie, aniżeli honor obrońców Polski nad Bałtykiem” (tak pisał E. Puacz w czasie, gdy ekshumowano w Piaśnicy wymordowanych przez Niemców „dygnitarzy”).
autorka: Małgorzata Sokołowska (2006 r.)






